3 dowody na to, że „Bóg nie umarł” nie jest gniotem

Bóg nie umarł

Świecka krytyka miażdży film „Bóg nie umarł” m. in. za tendencyjną fabułę czy słabą obsadę. Tymczasem produkcja Harolda Croncka pokazuje piękno ewangelicznego życia metodą stosowaną przez Jezusa – prostymi środkami i bez kompromisów.

1. Proste środki nie zabijają głębi przesłania

Nauczanie Chrystusa składa się z prostych środków przekazu, takich jak chociażby przypowieści, bez których prości rybacy nie byli w stanie pójść za Nim. Często ewangelizować trzeba właśnie w taki sposób. Słaba obsada? Biblijne historie potwierdzają, że Bóg często wybierał „słabiaków”, by powierzyć im najważniejsze misje.

Dlatego te argumenty nie są w stanie przykryć najważniejszego, czyli przesłania filmu, które jest wystarczającym powodem do jego powstania. Bóg istnieje, żyje, działa i zawsze warto to wykrzyczeć całemu światu! Co więcej, film ogląda się lekko i przyjemnie, dzięki czemu jego przekaz może wybrzmiewać bez zakłóceń.

2. Świat potrzebuje odważnych świadków!

Film „Bóg nie umarł” nie jest gniotem, bo przypomina jedną z najważniejszych nauk Jezusa:

„Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.” Mt 10, 32-33

Główny bohater Josh, który decyduje się na bronienie Boga przed argumentami wojującego ze Stwórcą profesora, nie boi się stracić wszystkiego, co dla niego cenne. Ryzykuje związkiem, swoją przyszłością na uczelni. Tylko dlatego, że wie, iż może stworzyć znajomym ze studiów jedyną okazję do usłyszenia prawdy o Jezusie.

Taka odwaga świadectwa jest bardzo potrzebna dzisiejszemu światu i jako godną naśladowania postawę jak najbardziej należy ją promować.

3. Chrześcijaństwo jest super!

Filmowi „Bóg nie umarł” zarzuca się, że jego fabuła nie zaprasza do dyskusji ateistów. Zgodzę się i cieszę z tego, bo Ewangelia nie jest dziedziną do prowadzenia debat. Dobrą Nowinę albo przyjmuje się w całości, albo zamyka na nią serce, a konsekwencje tego wyboru decydują o wieczności.

Film Croncka przypomina za to, że życie zgodne z nauką Jezusa jest naprawdę fajne i stanowi tak dużą wartość, że warto dostosować do niego wszystkie elementy codzienności. Nawet wtedy, jeśli będzie wymagało to wielkich poświęceń.

„Bóg nie umarł” lepszy od „Idy”?

Tak się złożyło, że w krótkim odstępie czasu miałem okazję oglądać „Idę” oraz właśnie „Bóg nie umarł”. Minimalizm pierwszego z filmów zapracował sobie na Oscara, minimalizm drugiego na powszechną krytykę. Czas i pieniądze przeznaczone na zobaczenie „Idy” uważam za stracone, a po seansie „Bóg nie umarł” po raz kolejny poczułem ogromną radość z bycia katolikiem. Jeśli miałabyś wybierać, których z tych dwóch filmów zobaczyć, to zdecydowanie polecam dzieło Croncka.

Jedyne czego mogę się przyczepić, to tytułu filmu. Rozumiem, że Josh nie zgadzał się z tezą głoszącą, że Bóg umarł. Odpowiedzią na nią nie powinno być jednak stwierdzenie, że „Bóg nie umarł”, ale „Bóg żyje”. Bo Chrystus, Syn Boży, umarł i Zmartwychwstał, a teraz żyje i działa z mocą!