5 „tabletek” odżywiających duszę

duszę
e-Magine Art / Flickr.com

Dusza jest wprawdzie nieśmiertelna, ale może uschnąć. Odżywiaj ją pięcioma „tabletkami multiwitaminowymi”, zalecanymi przez o. Jamesa Manjackala MSFS.

Niesamowite rekolekcje

O rekolekcjach, które jako wolontariusz przeżyłem w dniach 8-11 listopada w Warszawie, mógłbym pisać długo i z kilku perspektyw. Wspaniała moc Ducha Świętego, liczne uzdrowienia z chorób duchowych, psychicznych i fizycznych, nierzadkie przypadki uwolnień spod wpływów złego ducha, budujący widok 7-tysięcznego tłumu rozmodlonych katolików w każdym wieku, niesamowite współdziałanie nieznających się wcześniej wolontariuszy, którzy w imię Jezusa Chrystusa stali się wyjątkowo zgranym teamem.

Wreszcie o. James Manjackal – katolicki ksiądz z Indii, który podczas śpiączki wraz ze swoim aniołem stróżem zwiedził zaświaty, a jego głoszenie Ewangelii hurtowo nawraca nawet muzułmanów. Niezłomny w misji apostolskiej, mimo trudnej do wyleczenia choroby i uciążliwej rehabilitacji.

Każdy z tych wątków śmiało może domagać się osobnego tekstu (zresztą niektóre z nich podjąłem w artykule Widział wieczność – głosi z mocą!). Postanowiłem jednak podzielić się z wami receptą o. Jamesa na udane życie duchowe, czyli codziennie zmierzające w kierunku świętości.

5 tabletek multiwitaminowych dla duszy

Jej składowe nie są żadnym przełomowym odkryciem, za to stosowanie ich regularnie przez dłuższy okres czasu przynosi ich efekty, które mogą zaskoczyć każdego.

Pierwsza z tabletek multiwitaminowych to modlitwa osobista. Podstawowa forma relacji z Bogiem, bez której trudno w ogóle mówić o świadomym praktykowaniu wiary. Tym bardziej trzeba ją stosować, kiedy jest się zmęczonym a ciągłe zabieganie to smutna norma. Lepiej niż wyuczone formułki modlitw sprawdzają się tu szczere rozmowy z Bogiem (akty strzeliste, dziękczynienie, prośby, przeprosiny, czy nawet zwykłe westchnienie „Boże, mam dość tego biegania”). Jeśli zadbasz o codzienną i szczerą modlitwę osobistą, to masz spore szanse, że twoje życie duchowe się nie posypie.

Courtney Carmody / Flickr.com
Courtney Carmody / Flickr.com

Podobną rolę jak modlitwa osobista spełnia w gronie najbliższych osób modlitwa rodzinna. Sam widok rozmodlonych małżonków solidnie nawadnia duszę, a jeszcze bardziej, gdy rodzice modlą się razem z dziećmi. Miałem ostatnio szczęście być gościem rodziny, w której kilka pokoleń często jednoczy się na modlitwie. Co więcej, sam jako gość (a było to nasze pierwsze spotkanie!) zostałem zaproszony do wspólnego różańca. Do takich domów chce się wracać jak najczęściej! Jestem też głęboko przekonany, że rodzina, która modli się razem (nie mam na myśli wspólnego „odfajkowania” niedzielnej mszy), naprawdę jest Bogiem silna. I nic jej nie zagrozi!

Trzecią z „Manjackalowych pigułek” jest modlitwa wspólnotowa. To poniekąd rozszerzenie modlitwy rodzinnej o osoby niespokrewnione. Ale przede wszystkim okazja do podładowania duchowych akumulatorów. Moje łapią najwięcej mocy podczas spotkań grup charyzmatycznych. Gorąco polecam! (jeśli szukasz kontaktu z tego typu wspólnotą modlitewną, napisz do mnie maila na kontakt@jakogarnac.pl).

Czwarta tabletka to modlitwa Pismem Świętym. Codziennie rozważanie Słowa Bożego nie tylko pozwala na głębsze zapoznanie się z naukami Jezusa Chrystusa, ale naprawdę głęboko przemienia umysł, a następnie całą naszą codzienność. Jeśli będziesz regularnie czytał Biblię, szybko zaskoczysz się, jak Duch Święty będzie ci przypominał odpowiednie fragmenty Pisma w adekwantych sytuacjach.

Chris Yarzab / Flickr.com
Chris Yarzab / Flickr.com

Wreszcie ostatnia, ale najważniejsza tabletka – codzienna msza święta. Najtrudniejsza do „przełknięcia”, ale i najbardziej uzdrawiająca. Uczestniczenie w Eucharystii każdego dnia ma znamiona heroizmu, zwłaszcza jeśli – poza pracą zawodową – zostałeś obdarowany darem wychowywania małych dzieci. Wymaga dostosowania grafiku (i przestawienia priorytetów przy jego ustalaniu), dużej samodyscypliny, sporej dawki asertywności czy częstszej spowiedzi.

Ale naprawdę warto! Jako najlepszą rekomendację podam moją „kurację eucharystyczną”, która wyciągnęła mnie z wyjątkowo uciążliwej depresji. Zdecydowałem się na nią, kiedy psychologia i farmacja rozkładały bezradnie ręce. Przez 30 dni, bez żadnego wyjątku, karmiłem się ciałem i krwią mojego Pana i Zbawiciela. Efekt? Uzdrowienie, którego tak bardzo pragnąłem!

duszę
Piotr Drabik / Flickr.com

Receptę już masz. Zastosuj od razu!

Prostą, piecioskładnikową receptę na twoją świętość już masz (oczywiście, możesz sobie dodatkowo zaaplikować różaniec, koronki czy inne dozwolone przez Kościół modlitwy). Nie musisz tracić czasu na kontaktowanie się z lekarzem czy farmaceutą, od razu dostarcz swojej duszy najlepszych „multiwitamin”.

Niby oczywiste, ale jednak warto sobie co jakiś czas przypominać nawet te najbardziej proste prawdy. I za to, że w czasie warszawskich rekolekcji odświeżył mi pamięć, najbardziej dziękuję o. Mancjackalowi.