jak poruszyć niebo

Starasz się, a wciąż nie słyszysz głosu Boga. Próbujesz żyć wiarą, ale nieustannie czujesz się letni i czegoś po prostu Ci brakuje. Znasz to aż za dobrze? Nie jesteś sam! Charyzmatyk Marcin Jakimowicz twierdzi jednak, że da się poruszyć niebo, by przemówiło do nas jak nigdy wcześniej.

– Twierdzisz, że dopadła nas choroba „Koziołka Matołka” – szukamy po całym świecie tego, co mamy na wyciągnięcie ręki. Jak w takim razie uświadomić sobie i korzystać z tego, że Bóg jest tak blisko? Teoretycznie przecież wszyscy o tym wiemy…

Marcin Jakimowicz, autor książki „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”: Jasne, teorię mamy w małym paluszku. Co z tego? Dziś w zatłoczonym do granic autobusie, w spoconym zmęczonym tłumie (gorąco jak w piecu i gigantyczne nagromadzenie bodźców na metr kwadratowy) starałem się zmówić Koronkę. Zaczynałem chyba z trzy razy. Od Credo. I zatrzymałem się na pierwszym zdaniu… „Wierzę w Boga Ojca wszechmogącego”. Kurczę, pomyślałem – recytujemy tę prawdę jak z nut, czasem dyskretnie ziewając. A już te kilka słów może nas przyprawić o zawrót głowy.

Wierzę w to że Bóg, Jedyny, straszliwy Pan Zastępów, którego imienia Izrael nie odważa się głośno wypowiadać jest Abba – ojcem, tatą. Pierwsze zadanie ojca? Utrzymanie rodziny. To Ojciec ma się troszczyć o utrzymanie… Jest wszechmocny. Nie zna słowa niemożliwe. Nie trzeba cytować całego Credo. Wystarczą już pierwsze słowa.

Bóg jest blisko. Najbliżej jak się da. Jest we mnie, w tobie. Żydzi do dziś płaczą przy rozpalonych słońcem kamieniach Zachodniego Muru. Stoją… pod ścianą. Najświętszą ziemią świata jest dla nich Izrael. W Erec Israel najświętszym miastem jest Jerozolima. Najświętszym miejscem Jeruszalaim była Świątynia, po której pozostał jedynie fragment zewnętrznego muru. Nowy Testament wprowadza rewolucję: to nasze ciała są teraz świątynią Ducha. To w nich mieszka Boża obecność, moc, majestat, potęga. To w nas jest Święte Świętych. Wow! Czy Bóg mógłby jeszcze bardziej się do nas zbliżyć?

jak poruszyć niebo
Fot. John Price/Unsplash.com

– Konkretną odpowiedzią na potrzebę doświadczenia bliskości Boga mogą być doświadczenia charyzmatyczne. Tymczasem wielu ludzi uważa je za kontrowersyjne. Jak przekonać ich, że są one jak najbardziej ewangeliczne?

>MJ: Czytać Biblię i słuchać magisterium Kościoła… Znam fragment, o który pytasz: „Nagle dał się słyszeć z nieba kontrowersyjny szum, jakby kontrowersyjne uderzenie gwałtownego wiatru. Ukazały się im też kontrowersyjne języki jakby z ognia i wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym i zaczęli mówić kontrowersyjnymi obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić”.

Niestety, mam wrażenie, że tak czytamy dziś Dzieje Apostolskie. To, co było dla pierwszego Kościoła normą, oczywistością, której św. Paweł poświęcał całe rozdziały swych listów dla nas jest podejrzane, zwiedzione itd…

kryzys duchowyA przecież Kościół w swych dokumentach wielokrotnie wypowiadał się o tej rzeczywistości. Pisał o niej szeroko w swej Summie teologicznej św. Tomasz z Akwinu (to argument wytrącający z ręki sporo argumentów tym, którzy twierdzą, że „kupiliśmy” doświadczenie charyzmatyczne w promocyjnej cenie od zielonoświątkowców zza Oceanu i traktują tę posługę jako duszpasterską nowinkę, która nie jest zakorzeniona w Tradycji Kościoła).

Akwinata pisał o „widzialnych posłaniach niewidzialnej łaski”, chrzcie w Duchu Świętym, proroctwie, darze języków. Nazywał po imieniu te rzeczywistości, pisał, że są dziedzictwem całego Kościoła, a nie jedynie wybranych osób, „duchowej elity”. Dlaczego tak rzadko się o tym mówi?

Pamiętam, jak dominikanin-arystokrata ojciec Joachim Badeni opowiadał mi przed laty o swym doświadczeniu charyzmatycznym… Nagle bardzo się zasmucił i powiedział: „Kto tego nie doświadczył nic nie zrozumie. Nic a nic. Moja bezradność wobec braci polegała na tym, że ja nie umiałem opowiedzieć o tym doświadczeniu”. To chyba odpowiedź na Twoje pytanie…

To naprawdę dziedzictwo całego Kościoła a nie poszczególnych ruchów czy wspólnot. Kompletnie nie rozumiem podziału na Kościół „charyzmatyczny” i „niecharyzmatyczny”. Kościół jest ze swej natury obdarzany darami Ducha Świętego. Pamiętajmy, że Święty Paweł opisał szczegółowo dary duchowe w „Liście do Koryntian” a nie w „Liście do charyzmatyków”.

jak poruszyć niebo
Fot. James Barr/Unsplash.com

– Sceptyczni wobec charyzmatycznych modlitw o uzdrowienie pozostają nawet znani teologowie, którzy zestawiają je z myśleniem magicznym i efektem placebo. A czy nie jest czasem tak, że każdy z nas jest posłany, by uzdrawiać?

MJ: – Efekt placebo w jakimś minimalnym stopniu może występować, to jasne. Nie przeprowadzono jednak na ten temat żadnych badań, więc nie można podnosić tego argumentu, bo będzie on obciążony domysłami i zgadywankami. W książce sporo miejsca poświęcam modlitwie o uzdrowienie. Sam Jezus powiedział przecież „uzdrawiajcie chorych” i nie mam zamiaru z Nim dyskutować. Te słowa od lat rezonują we mnie i wybudzają z letargu. Ufam jednak Kościołowi i cieszę się, że przygląda się tej rzeczywistości z uwagą. Łatwo w niej o hochsztaplerstwo, grę na emocjach.

Wierzę, że Kościół jest wezwany do posługi szeroko pojętego uzdrawiania. W książce podaję przykład, który rozłożył mnie na łopatki. Górny Śląsk. Koniec roku szkolnego. Szkolna klasa. Sprawdzian z religii. Na polecenie katechetki: „Dokończ…” (trzeba było uzupełnić „uczynki miłosierdzia względem ciała”) jedno z dzieci napisało: „umarłych – wskrzeszać, chorych – uzdrawiać”. Dostało zero punktów. Formalnie uczeń popełnił błąd. Nie to miał napisać. Hmmm, a może właśnie to?

– Czy trzeba być członkiem jakiejś wspólnoty, by mieć realne doświadczenie Boga i jego wpływu na nasze życie?

MJ: – Potrzebujemy siebie nawzajem. Skoro nawet samowystarczalny, wszechmogący Bóg… żyje we wspólnocie! Czy wspólnota jest do zbawienia koniecznie potrzebna? – zapytałem przed laty Cypriana Moryca, bernardyna, historyka sztuki, duszpasterza jednej ze wspólnot w Lublinie. „Tak – uśmiechnął się zakonnik – Jest potrzebna do zbawienia. Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, który przecież jest wspólnotą miłujących się osób.”

Bóg jest wspólnotą! Stworzył nas na Swój obraz i podobieństwo. Wielu pyta: „po co mi wspólnota?”. Wygodnie przyjąć taką postawę. Jestem na dystans, mam swój światek, swa bezpieczna norkę, kryjówkę. Nie widzę cierpień drugiego człowieka, jego pragnień, nie słyszę jego wołania, nie poddaję się oczyszczeniu przez braci. Gdybym nie był we wspólnocie myślałbym, że jestem porządnym, pobożnym facetem. Przy znających mnie na wylot braciach trudno udawać. Przed laty w Krakowie w czasie ewangelizacji miasta usłyszałem znakomitą dewizę: „Nie rób sam tego, co moglibyśmy zrobić razem”.

„Jeden drugiego brzemiona noście”. Ludzie we wspólnocie, w której się modlę, doskonale wiedzą (bo przerobili to nieraz na własnej skórze), że słowa Jezusa „nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają” nie są pobożną metaforą. Mamy się źle. Jesteśmy jak naczynia połączone.

jak poruszyć niebo
Fot. Christian Dubovan/Unsplash.com

– Kolejna ważna kwestia, o której piszesz, to „nawrócenie portfela”. Z Twojej książki można wyciągnąć wniosek, że kiedy stanie się ono faktem, Bóg chętniej odpowiada na nasze prośby. Dlaczego tak jest? I czemu w Biblii aż tyle fragmentów dotyczy pieniędzy?

MJ: Może dlatego, że Bóg jest naprawdę żywo zainteresowany naszym życiem? Tym, czy wiążemy jakoś koniec z końcem i realizujemy marzenia statystycznego Polaka, by do pierwszego starczyło. To jednak plan minimum, a Bóg zaprasza nas do hojności. Zapowiada: „Dawajcie, a będzie wam dane”, „Kto hojnie sieje, hojnie zbierze” i mówi to w kontekście pieniędzy! Jest Bogiem konkretu. „Nie lękaj się” − wiesz ile razy ta rada pojawia się na kartach Pisma Świętego? 365. Dokładnie tyle, ile jest dni w roku. Przypadek?

Czytaj także: 3 recepty na kryzys duchowy. Sprawdź!

Jezus twardo stąpał po ziemi. Pytał: „Macie coś do zjedzenia?”. Zmartwychwstały ku zaskoczeniu uczniów piekł nad jeziorem rybę. Nie był oderwany od rzeczywistości. Jego naprawdę interesuje nasza codzienność. Bóg określił jasne zasady. Cóż z tego, skoro my się z nimi… nie zgadzamy? Udajemy, że nie znamy ekonomiki Królestwa, a słowa „Dawajcie, a będzie wam dane” pozostają dla nas pobożną metaforą…

W jaki sposób chcemy zakosztować owoców Królestwa, skoro nie żyjemy według wytyczonych przez Mesjasza zasad? „Kto hojnie sieje, hojnie zbierze” – mówi o pieniądzach Biblia (por. 2 Kor 9, 6). Jezus obiecał: „Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze” (Łk 6, 38). To naprawdę działa? To nie jest przestrzeń na teoretyczne „rozważanka”. Trzeba zaufać.

– Podsumowując, co trzeba zrobić, by ściągnąć na ziemię królestwo niebieskie? Jak poruszyć niebo, by nie czekać w nieskończoność na to, co właściwie już istnieje?

MJ: – Niebo jest już nad nami otwarte. 24h/7 dni. To się nie zmieni. Bóg, który obiecał przysięgając na Samego siebie, że nie zerwie Przymierza Krwi, które zawarł ze swym ludem jest nami… do żywego poruszony. Biblia w kilku miejscach wspomina o tym, że Jezus widząc ludzką biedę był wstrząśnięty, „wywracały się Mu trzewia” (esplagchnisthē). Co zrobić by wejść z Nim w zażyłość?

Odpowiedzieć tym samym, czyli… nie bać się bezpośredniości (a nuż Najwyższy się obrazi?). Mam wrażenie, że On lubi taki zamach na siebie samego. Przecież zachęca Izraela:

„Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna” (Iz 1, 18–19).”

Czytam Ewangelię i widzę, że On ma słabość do desperatów, do tych, którzy nie dają Mu spokoju. Do Syrofenicjanek, Bartymeuszów, Mart i Marii. Sam przecież wolał: „Od czasów Jana Chrzciciela aż do dziś królestwo doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni porywają je”.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o