Jak wydostałem się z piekła depresji

piekła depresji

W piekle już byłem. Teraz staram się o niebo. Pomiędzy tymi dwoma stanami przeszedłem przez dolinę ciemną jak najbardziej mroczna część lochów Azkabanu.

W towarzystwie dementorów

Jeśli nie znasz sagi o Harrym Potterze (niestety, wchłonąłem całą serię, której nikomu nie polecam), spieszę z wyjaśnieniem, że Azkaban jest okropnym więzieniem, strzeżonym przez dementory. Dementor to z kolei paskudna kreatura, żywiąca się pozytywnymi uczuciami swoich ofiar, co finalnie zmierza do całkowitego wyssania duszy upolowanego nieszczęśnika.

Wystarczy, że dementor pojawi się w pobliżu upatrzonej osoby, a już ulatuje z niej jakiekolwiek poczucie szczęścia. Stałe przebywanie w obecności dementorów skutkuje co najmniej łagodną depresją, a w najgorszym wypadku – skrajnym szaleństwem…

Skoro czytasz ten tekst, to oznacza, że dementorom nie udało się wyssać mojej duszy. Nie oszalałem także całkowicie, ale przebywałem w ich towarzystwie wystarczająco długo, by nie chcieć ani chwili dłużej żyć w taki sposób…

Nie jestem w stanie zlokalizować początku mojego obcowania z dementorami. Nie wiem dokładnie, kiedy rozpoczęły tajemny proces wysysania ze mnie pozytywnych uczuć. Ale gdy zorientowałem się, o co chodzi, byłem już w stanie głębokiej depresji. Na samym dnie duchowego Azkabanu…

„Z głębokości wołam do Ciebie, Panie”

Przez kilka miesięcy odczuwałem jedynie nieznośną mękę, której nic nie było w stanie złagodzić. W moim umyśle nie rodziło się nic, co mogłoby mnie zająć „czymś innym” choć na krótką chwilę. W sen też nie mogłem uciekać, bo zasypiałem zaledwie na kilkanaście minut. Zapominałem, o czym mówiłem przed sekundą, a najprostsze czynności (jak zrobienie sobie kawy czy zwykły prysznic) były dla mnie wyczynem równym zdobycia Himalajów.

Dementory, których ja nie boję nazywać się demonami, próbowały zrobić jeszcze jeden, ostateczny krok. Nie posłuchałem takich pokus! Nie zabiłem się, bo nie chciałem umierać. Ja po prostu nie chciałem żyć w ten sposób ani chwili dłużej.

Jedyna modlitwa, jaką potrafiłem wtedy sklecić, to początkowe słowa Psalmu 130: „Z głębokości wołam do Ciebie, Panie”, które jakimś cudem pamiętałem z filmu „Szósty zmysł”.

Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, jak piękna jest dalsza część tego psalmu. Nie musiałem. To wystarczyło, by Jezus zszedł po mnie w najgłębsze ciemności tego, co – by oddać choć trochę ogrom cierpienia – jestem w stanie nazwać jedynie piekłem.

Początek drogi wybawienia z piekła depresji 

Z Bożą pomocą mojej Cudownej Żonie udało się w zaledwie kilka godzin (w takim stanie minuta była dla mnie wiecznością) załatwić mi wizytę u psychiatry, której nie trzeba było mówić, że stoję w oknie, by raczyła wyznaczyć mi spotkanie wcześniej niż za kilka miesięcy.

Kilkanaście minut rozmowy (przed północą!) wystarczyło jej, by postawić poprawną diagnozę i dobrać odpowiednie lekarstwa, które uczucie ulgi przyniosły mi już po tygodniu! A po dwóch miesiącach byłem w stanie wrócić do aktywności zawodowej na wysokich obrotach.

W czasie zdrowienia korzystałem również z pomocy psychologicznej, a nawet egzorcystycznej, by raz na zawsze odciąć się od wszelkich czynników rujnujących moją psychikę. Kiedy wyzdrowiałem założyłem tego bloga, by dawać świadectwo, że z Bogiem naprawdę można ogarnąć nawet największy życiowy syf. Co więcej, życie z Jezusem jest najpiękniejszą sprawą, jaka może się człowiekowi przydarzyć!

Masz przewagę nad dementorami. Wykorzystaj to!

Słaba strona dementorów? Są ślepe, a do ofiar lgną tylko po śladach pozytywnych uczuć. Dlatego bardzo cieszę się, że portal Deon.pl zorganizował z okazji Walentynek akcję akurat pod hasłemWidzę Cię(#widzecie). Bo dla mnie oznacza ono dostrzeganie w codziennym życiu demonów, które pragną wysysać z nas szczęście.

Zachęcam cię, byś był czujny. Wykorzystaj przewagę nad złem i dostrzegaj choćby najmniejsze przejawy tego, co zabija twoją radość. Nie bój się prosić o pomoc. Nie wstydź się pójść do lekarza, bo depresja to choroba jak każda inna („cenne” rady, żebyś „wziął się w garść” nic tu nie pomogą). A przede wszystkim trzymaj się ze wszystkich sił Jezusa. Z piekła nie da się wyjść samemu. Jedynie Chrystus jest w stanie wyrwać cię z przerażającej otchłani. I dać radość na wieki.

CHWAŁA PANU!

6
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
Anna MariaEdytaElaine BlathJan Machyńskichristopher Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
kabutare
Gość
kabutare

W mojej depresji pomógl mi rózaniec. Wszystkie przygnebiajace mysli znikaja, otacza mnie wewnetrzny pokój i moge spokojnie wykonywac czynnosci. Zlo wykorzystuje zyciowe zranienia i powoduje powót do tych przezyc.

christopher
Gość
christopher

W moim przypadku pomogła mi praktyka podobna do Lectio Divina (nie znałem jej wtedy, ale robiłem to intuicyjnie podobnie). Czytanie Pisma Świętego,medytacja, modlitwa i kontemplacja. Niejednokrotnie, nie mogąc zasnąć, zwinięty w wielkim bólu serca, topiący się we łzach… powtarzałem – „Panie nie jestem godzien abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo a będzie uzdrowiona dusza moja…”. Zawsze pomagała mi modlitwa Ojcze nasz… – gdy wypowiedziałem słowa tych modlitw, po chwili poczułem ciepło… Bo On już przy mnie był, później zasnąłem w spokoju.

Jan Machyński
Gość

Świetne świadectwo – fajnie, że chcesz się dzielić swoimi doświadczeniami i pomagać innym. :)

Elaine Blath
Gość

3mam kciuki za Ciebie!!, bo wiem, że walka z depresją nigdy się nie kończy, a demony ciągle stoją obok i czekają na słabsze momenty. i pisz pisz, jestem pewna, ze wiele osób znajdzie tutaj wsparcie.

Edyta
Gość
Edyta

przechodzę to samo i choć ciągle walczę z ciemnością to sama nic nie mogę… Chwała Panu że podaje mi rękę i ciągnie z tego a Tobie dziękuję za świetne świadectwo i życzę wielkiej radości z przebywania z Panem :)

Anna Maria
Gość
Anna Maria

Tez mam depresję Próbuje się leczyć bo sama nie dam rady. Czuje jakby coś we mnie umieralo i muszę każdego dnia zmierzyć się ze zwykłymi czynnościomi Cieszę się że macie taka wiarę i z niej czerpiecie sile