Koniec świata już nastąpił

koniec świata

Majowie pomylili się o nieco ponad dwa lata. Apokalipsa nadeszła na przełomie 2014 i 2015 roku. 

Apokalipsa spełniona

W Ziemię nie uderzył meteoryt, słońce nie przestało świecić, nie doszło też do nuklearnej zagłady, a klimat jeszcze jakoś się trzyma. Ale świat, który znałem, kochałem i w którym czułem się bezpiecznie, i tak minął bezpowrotnie…

Nie ma już świata, w którym rodzina jest najważniejsza, a dzieci witane są na nim jako wspaniały dar niebios. Dziś osiągnięciem współczesności jest łatwo dostępna tabletka „po”, która każdego może zamienić w „cichego” mordercę.

„Głośni” zabójcy też mają się coraz lepiej. W Nigerii, Syrii i wielu innych częściach świata masowo i niezwykle okrutnie mordowani są chrześcijanie, a europejskie media prędzej mężczyznę nazwą kobietą niż terrorystę opętanym złem muzułmaninem. Nie ma już świata, w którym zło nazywane jest po imieniu. Teraz, temu co dobre, przypina się łatkę zacofania.

Zginął świat, w którym świętość była szanowana. W zamian jest niemieszcząca się w głowie głupota francuskich jezuitów, wspierających gazetę bezgranicznie szydzącą z każdej religii. I sieć sklepów promująca bożonarodzeniowe zakupy twarzami aborcjonistki i satanisty.

Nie istnieje już także poszanowanie dla ciężkiej pracy. Królują umowy śmieciowe, szybujące w górę raty kredytów, i szantażem zdobyty, niegwarantujący sukcesu program naprawczy dla nierentownych kopalń, które przy lepszym zarządzaniu nadal mogłyby być motorem napędowym polskiej gospodarki.

koniec świata
Fot. Vyacheslav Bondaruk / Flickr.com

Koniec świata. Ale Kościół daje radę!

Świat, który zabija dzieci, w imię poprawności politycznej chroni tożsamość morderców, profanuje świętość, depcze po godności umęczonych pracą robotników, jest już rzeczywistością postapokaliptyczną.

I tylko nadzieja (właściwie będąca pewnością) jeszcze nie umarła, że Chrystus przyjdzie w chwale, by zrobić porządek z całym tym syfem. Dlatego na przekór cywilizacji śmierci planuję powiększenie rodziny o kolejne dziecko, mam gdzieś poprawność polityczną i nie boję się nazwać grzechu po imieniu, a islamskich morderców nie nazywam nieznanymi sprawcami. Z wiary katolickiej nigdy nie przestanę być dumny, a moje serce będzie bliżej styranych pod ziemią górników niż złorzeczących im zza cieplutkiego biurka lemingów, którzy dopiero „na dole” mogliby przekonać się, co to jest prawdziwy deadline.

Koniec świata, ale Kościół – tętniący miłością i wiarą w Żywego Chrystusa – nadal istnieje. I nic tego nie zmieni, bo bramy piekielne go nie przemogą (Mt 16, 18)! W tej postapokaliptycznej rzeczywistości pozostaje nam kochać jeszcze mocniej. I wołać każdego dnia: “Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34a)…