Nazywanie akcji Konkubinat to grzech. Nie cudzołóż! ewangelizacją to pomyłka. Bo to nie jest głoszenie Dobrej Nowiny. To raczej katechetyczne przypomnienie, że istnieje też zła nowina. Brzmi ona tak – „zapłatą za grzech jest śmierć”. I nie zmienią tego argumenty postępowców, którzy starają się nimi zakryć biedę swojego relatywizmu.

1. Konkubinat to grzech, czyli zero pitu-pitu

Akcja jest dobra, bo mocno przekazuje konkret. Jest nim treść szóstego przykazania, które zabrania cudzołóstwa. Owszem, Jezus ten grzech przebaczał, jednak zawsze dodawał „i nie grzesz więcej”. A tych co nie zamierzali się nawrócić nazywał, np. plemieniem żmijowym czy grobami pobielanymi.

Przy takich słowach widniejące na billboardach „Nie cudzołóż” wygląda zaledwie jak delikatne pokiwanie palcem. Tych co uważają kampanię za straszenie piekłem pytam, czy trudno wyobrazić sobie jeszcze mocniejszy (a i tak prawdziwy) przekaz? Napis „Cudzołożniku, ściągasz na siebie potępienie. Nawróć się zanim nie jest za późno” na tle buchającego ogniem piekła też byłby zgodny z nauką Kościoła i zatwierdzonymi przekazami mistyków…

Można jeszcze przyczepić się, że to nie konkubinat jest grzechem a seks pozamałżenski, ale chyba nikt na poważnie nie myśli, że para, która darzy siebie uczuciem i mieszka pod jednym dachem, nie uprawia seksu. Owszem istnieją przypadki par, które mieszkają ze sobą bez ślubu i żyją w czystości, ale to nie one są targetem tej kampanii!

2. Episkopat jest jeszcze żywy!

Z czym ci się kojarzy polski episkopat? Mnie z nudnymi listami czytanymi zamiast kazania, których nie da się wysłuchać do końca. Aż tu nagle, bum! Pojawia się bardzo współczesne działanie outdoorowe, przygotowane na dużą skalę i w nośnej formie. Nasz episkopat jeszcze żyje!

Jestem przekonany, że w dzisiejszych czasach Jezus korzystałby z najnowszych form przekazu. Media społecznościowe, wideoreklamy czy właśnie billboardy. A skoro tak, to czemu Chrystusowej nauki nie mają tak wyrażać jego uczniowie? Przyuliczne billboardy to dzisiejsze odpowiedniki kamiennych tablic Mojżeszowych, na których spisano 10 przykazań.

Oczywiście, akcja Konkubinat to grzech mogłaby być zrobiona jeszcze lepiej. Z rozwinięciem przekazu, choćby o filmiki w serwisie YouTube czy zaproszenie katolików w trudnych związkach do dedykowanych im wspolnót.

Wolę jednak mocne, choć niepełne, działanie polskiego episkopatu niż schizmatyczne wybryki odpowiednika niemieckiego, który wbrew zaleceniem Watykanu chce udzielać komunii konkubentom i homoseksualistom!

3. Tacy fajni wierzący, co nikogo nie urażą

Akcja Konkubinat to grzech jest dobra także dlatego, że pokazuje jak bardzo niektórzy katolicy odeszli od Chrystusowego nauczania. Dekalog wyciągnięty na billboardy powinien być powodem do radości, a nie do podnoszenia się licznych głosów krytyki.

Po analizie argumentów oburzonych, zastanawiam się, czy to czasem nie oni są głównym targetem kampanii – nawet jeśli żyją w związkach sakramentalnych. Dlaczego? Bo ich reakcje uwydatniają zamykanie oczu na grzech. Konkubinat spowszedniał, mało kogo już dziwi, a mówienie o grzechu jest niemodne. Prezentują postawę, którą można określić słowami „tacy jesteśmy fajni wierzący, Bóg nas kocha, ale o grzechu nie będziemy już głośno mówić, bo możemy przypadkiem kogoś urazić”…

Jasne, że najpierw trzeba mówić o Bożej miłości, ale innym ważnym krokiem do nawrócenia jest mówienie o grzechu. Wielu jest bowiem takich, którzy słyszeli i nawet uwierzyli w to, że Bóg ich kocha, lecz dalej żyją na bakier z przykazaniami. Dlatego uważam, że powinno być więcej takich akcji!

Mówmy o Bożej miłości, ale cieszmy się też z billboardów krzyczących, że aborcja jest zabójstwem, a czyny homoseksualne zboczeniem (Rz 1, 27). To przykre, że potrzeba takich środków reklamowych dla oczywistych prawd wiary katolickiej. Ale skoro dla niektórych osób nie ma innej drogi do opamiętania, to trzeba je stosować!

Na koniec jeszcze jedno. Słuchając wielu świadectw nawróconych osób, wnioskuję bez cienia obawy o pomyłkę, że tylko część osób nawróciła się, doznając Bożej miłości. Druga grupa osób weszła w relację z Bogiem dopiero wtedy, kiedy uświadomiła sobie skalę swojego grzechu. Dlatego błagam, nie torpedujmy dobrych akcji głupim gadaniem!

  • A mi się nie podoba…

    Nie jestem specem od PRu ale nie wiem do kogo jest skierowana ta akcja.
    I jaki jest jej cel?

    Hasło brzmi groźnie, a ja – jeśli żyłbym w konkubinacie – olałbym takie groźby.

    Co innego gdyby na tym plakacie był adres strony na którą mogę wejść i dowiedzieć się co mogę zrobić, żeby przestać żyć w konkubinacie.

    Byłbym wtedy pouczony, a tak jestem potępiony.