Maria Magdalena, czyli żona Chrystusa?!

Maria Magdalena

Mit o Marii Magdalenie jako żonie Jezusa Chrystusa to bez wątpienia ten przekaz, który najbardziej rozpala umysły i emocje głodnej sensacji publiczności. Czy jest w nim chociaż ziarnko prawdy? Skąd w ogóle taki pomysł?

Kuszenie nie tylko Jezusa?

„Zawieszony na krzyżu Chrystus zamyka oczy i widzi swoją przyszłość u boku Marii Magdaleny, która pielęgnuje Jego rany,troszczy się o Niego i otacza Go opieką. Daje Mu ciepło, a także zapowiedź szczęścia rodzinnego – staje się brzemienna. Taki początek wizji umierającego Nazarejczyka przedstawił Martin Scorsese. Widz szybko zorientuje się, że to wyobrażenie jest właśnie ostatnim kuszeniem Chrystusa zapowiadanym przez tytuł filmu. Kuszeniem, któremu Jezus się opiera. Ale scena ta bardzo przemawia do wyobraźni, podobnie jak i pozostałe, w których pojawia się Maria Magdalena.” – w tym fragmencie książki, pt. „Maria Magdalena” Paweł F. Nowakowski przywołuje film „Ostatnie kuszenie Chrystusa”, gdzie św. Maria Magdalena przedstawiona jest jako prostytutka, którą później łączy z Chrystusem miłosna relacja.

Maria Magdalena
Ta książka to spotkanie z jedną z najbardziej kontrowersyjnych, a przez to intrygujących postaci z Pisma Świętego.
Koniecznie przeczytaj!

Film ten uznany przez Kościół za bluźnierczy jest kreacją artystyczną, która jednak do dzisiaj działa uwodzicielsko na ludzkie umysły. Wystarczy wspomnieć rewelacje związane z tzw. Ewangelii żony Jezusa. W 2012 roku grupa naukowców ogłosiła odnalezienie skrawków papirusu zapisanego w języku koptyjskim. Po jego odkodowaniu okazało się, że znajdują się tam, m. in. frazy (nawet nie całe zdania!) takie, jak „Maria jest warta” czy „Jezus rzekł im: Moja żona…”. To wystarczyło, by ogłosić na cały świat przełomowe zjawisko, a w efekcie nadchodzące trzęsienie ziemi dla nauczania Kościoła Katolickiego. Sęk w tym, że ów sensacyjny papirus okazał się fałszerstwem, co zostało udokumentowane niecałe cztery lata później…

Po co nam te rewelacje?

Prób przekonania świata do wiary w rzeczywisty romans Jezusa z Marią Magdaleną pojawiło się znacznie więcej. I pewnie jeszcze sporo zostanie w przyszłości ogłoszonych jako „zmieniające wszystko odkrycia”. Nie jest ważne dla mnie, czy ich autorzy będą wrogami Kościoła, niewiarygodnymi badaczami, czy po prostu ludźmi szukającymi narastającego lawinowo rozgłosu lub/i dużego zarobku.

Zawsze, kiedy słyszę lub czytam o takiej sytuacji, najmocniej zastanawiam się nad przyczyną rozemocjonowania wśród odbiorców. Zwłaszcza tych, która przynależą do Kościoła i uważają się za wierzących. Można odnieść wrażenie, że często zależy im wręcz na tym, by w tych doniesieniach było choć trochę prawdy. Skąd to się bierze? Czemu komuś wierzącemu może zależeć na tym, by Jezus Chrystus miał żonę, a nawet dzieci?  Chcę wierzyć, że to dziwne pragnienie „posiadania Zbawiciela innego niż głosi Kościół”, wiąże się tak naprawdę z tęsknotą za bliskością z Jezusem.

Jednak bliskość w relacji z Synem Bożym zupełnie nie polega na tym, by tworzyć Jego historię na nowo. Chrystusa nie można zaprogramować wg własnych potrzeb, by stał się przez to bliższy naszym sercom. Jak głosi Pismo:

„Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki. Nie dajcie się uwieść różnym i obcym naukom, dobrze bowiem jest wzmacniać serce łaską, a nie pokarmami, które nie przynoszą korzyści tym, co się o nie ubiegają” Hbr 13, 8-9

I to dzięki stałości Chrystusa, a nie zwodniczym rewelacjom goniących za korzyściami fantastów, bliska relacja z Jezusem jest dla nas w ogóle osiągalna i potrafi przemieniać całe życie. A o tym św. Maria Magdalena wiedziała pewnie lepiej niż ktokolwiek z nas.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o