„Skup się!”, czyli dlaczego Bóg zakazał mi życia w nieustannym rozproszeniu?

skup się
Fot. soldiersmediacenter / flickr (CC-BY

Uświadomienie sobie tej prawdy było jednym z najważniejszych momentów zwrotnych w moim życiu. Dzięki niej wyszedłem cało z ostrego zakrętu. Można ją zmieścić w jednym zdaniu – „Trudno być szczęśliwym, kiedy nie jest się skoncentrowanym”. Jeśli tak gonisz, że życie przecieka ci przez palce, najwyższa pora powiedzieć „NIE” rozproszeniom. Skup się, teraz.

Test: Wytrwasz do końca?

Na początek zapraszam cię do prostego testu. Spróbuj przeczytać ten wpis od początku do końca bez żadnego rozproszenia. Możliwe, że nie uda ci się to, ponieważ stwierdzisz, że jest on beznadziejnym gniotem śrubującym rekord Guinessa w kategorii największe nudziarstwo świata. Trudno, jakoś to przeżyję, choć łatwo nie będzie ;). Jeśli jednak jakoś przebrniesz przez następne akapity, zwróć uwagę, ile razy coś (lub ktoś) próbowało odciągnąć twoją uwagę od lektury tekstu.

„Przeklęte” błogosławieństwo

Odkąd pamiętam, jestem „szczęśliwym posiadaczem” tendencji do nadaktywności. Zawsze lubiłem angażować się w wiele spraw z różnych dziedzin. W trakcie nauki w szkole podstawowej i średniej z chęcią przyswajałem wiedzę z każdego przedmiotu, a w czasie wolnym udzielałem się na treningach piłkarskich, wokalnych, tanecznych czy teatralnych. Podobnie było na studiach, w czasie których rozpocząłem karierę zawodową, zarabiając pierwszą kasę na „dziennikarzeniu”. Nie inaczej w pracy zawodowej, gdzie robiłem wszystko, by wachlarz posiadanej przeze mnie wiedzy i umiejętności był jak najszerszy.

gun
*sean / Flickr.com (CC-BY)

Dzięki temu moje życie było, jest (i pewnie nadal będzie) bardzo kolorowe. I chyba nigdy nie napisałbym tego tekstu (ani nawet nie założył bloga), gdyby nie mój organizm, który w końcu miał serdecznie dość wielopłaszczyznowej hiperaktywności. Byłem tak wyczerpany, że nie chciało mi się nawet wstawać z łóżka, zaś najczęstszą – a czasem jedyną – modlitwą była ta, w której prosiłem Boga, by nie zwlekał z zabraniem mnie do siebie…

Nie jesteś smartfonem…

Na szczęście Wszechmogący tej prośby nie zechciał spełnić, mając wobec mnie inne plany. Pomógł mi wyzdrowieć i udzielił jednej z najważniejszych lekcji w życiu. Jej przekaz jest tak prosty, iż mógłbym mieć wyrzuty sumienia, że w ogóle zdecydowałem się napisać tak oczywisty, „paulocoelhowski” tekst. A jednocześnie tak genialny, że warty stworzenia wielu opasłych książek. Świetnie opisują go słowa z biblijnej Mądrości Syracha:

„Synu, nie bierz na siebie za wiele spraw, bo jeśli będziesz je mnożył, nie unikniesz szkody. I choćbyś pędził, nie dopędzisz, a uciekając nie uciekniesz. Niejeden pracuje, trudzi się i spieszy, a tym bardziej pozostaje w tyle.” (Syr 11, 10-11)

Prawda, że proste? No jasne! Tylko, że żyjemy w świecie, w którym na każdym kroku gloryfikuje się wielozadaniowość. W kieszeniach nosimy urządzenia, które z powodzeniem zastępują co najmniej kilkadziesiąt innych, a podczas oglądania telewizji, bombardującej nasze umysły niezliczonymi informacjami, korzystamy z kilku ekranów. A co najgorsze, sami też mamy być wielozadaniowi i działać przy tym bez szwanku. Tylko, że ludzie – bez względu na wiek – nie są smartfonami. I chwała Panu, bo te super urządzenia za dwa lata bez mrugnięcia okiem już nie są takie super i wymienia się je na lepszy model…

Skup się! Jesteś na wojnie o twoją uwagę!

Bez jakichkolwiek rozproszeń dotarłeś do tego miejsca w tekście? Nawet nie wiesz, jak ci zazdroszczę! A może jednak coś próbowało odciągnąć twoją uwagę? Powiadomienie z „Fejsa”, prośba któregoś z domowników, wiadomość z ostatniej chwili? Jeśli tak, jesteś na polu walki o twoją uwagę. To wyniszczająca wojna współczesności, w której – chcesz czy nie – musisz wziąć udział.

Więcej o „rozproszeniowych” wrogach i taktykach walki z nimi napiszę w kolejnym tekście. Teraz zaś zachęcam cię do szczerego rachunku sumienia. Pomyśl, czy potrafisz się skupić na tym, co aktualnie robisz? Co najczęściej cię rozprasza? Ile w tym braku skupienia jest twojej winy? Ile pośpiechu i mnożenia zbyt wielu spraw, przez które w efekcie i tak zostajesz w tyle? Owocnych przemyśleń!

6
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
MayaCozzieJak ogarnąćaniMari Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Mari
Gość

Masz mnie! Rozproszenie jest prawdopodobną przyczyną przeróżnych niepowodzeń. Będę pamiętać o tym tekście.

Jak ogarnąć
Gość

Często muszę sobie o tym przypominać. Tak łatwo przecież robić wiele rzeczy w tym samym czasie. Ale niestety, to droga na manowce…

ani
Gość
ani

mając małe dzieci nie da się inaczej, jak być wielozadaniową maszyną… i jest to wyczerpujące

Jak ogarnąć
Gość

Też mam małe dzieci (4-letnią i trzymiesięczną córkę) i owszem, w takim przypadku wielozadaniowość jest często konieczna. By jednak nie była wyczerpująca, staram się dbać o jak najwięcej „jednozadaniowego” czasu. A także odpowiednio przełączać się między wieloma zadaniami.

Cozzie
Gość

Nowa praca wymaga ode mnie wielozadaniowości. Koordynuję kilkanaście projektów na raz, muszę być dyspozycyjny, ciągle ktoś coś chce. Tak da się żyć, ale to faktycznie, jeśli nie męczy w dosłownym tego słowa znaczeniu, to po pewnym czasie zwyczajnie wypala człowieka. Przeczytałem ten tekst jednak w całości – bo był naprawdę krótki ;) Słuchawki w uszy, odcięcie się trochę od rzeczy dookoła pomaga zająć się czymś w skupieniu. Świata się nie zmieni, można próbować tylko zmieniać siebie ;)

Maya
Gość
Maya

Zajebiaszczo prawdziwy tekst. Ten cytat jest idealną radą życiową, jaką kiedykolwiek szalony rozproszeniec mógłby dostać.

P.s. Ostatnie zdjęcie przypomina mi plakat „Act of Valor” – bardzo dobry film o poświęceniu żołnierzy z oddziału SEAL,