Radość i świat goniący coraz szybciej – czy to w ogóle idzie sobą w parze? Jak nie zabić w sobie radości albo – gdy już do tego doszło – jak ją wskrzesić? W drugim odcinku rekolekcji „Slow life” zwolnimy po to, by stać się poszukiwaczami radości i jej… dawcami.

Szybkie „poprawiacze” humoru, które… nie działają

W świecie, który pędzi w zawrotnym tempie, staliśmy się ekspertami od poprawiania sobie humoru na miliony sposobów, z których większość jest chybiona. Bo nie działają długofalowo i są jedynie marną podróbką prawdziwej radości. Rozrywka na wyciągnięcie ręki, pełne torby po wizycie w galeriach handlowych, uzależniające używki – to wszystko uciechy „instant”, które choć na chwilę mają zagłuszyć ból coraz bardziej zmęczonego i samotnego serca.

A że życie to nie „Gorący kubek” do zalania, potrzeba odnalezienia prawdziwej radości staje się coraz bardziej paląca. Gdzie jej szukać? Odpowiedzi można znaleźć w miejscu, w którym czas płynie zupełnie inaczej. Tam, gdzie pośpiech współczesnego świata jest tłem, a nie pierwszym planem. Tam, gdzie dzisiejsi ludzie sukcesu często nie chcą zaglądać, by nie mierzyć się z prawdą o słabości ludzkiej kondycji i bolesną prawdą o sobie. Tam, czyli wśród osób niepełnosprawnych, o których o. Leon Knabit w książce „Slow life według ojca Leona” rozmawia z Anną Dymną, która na co dzień pracuje z osobami niepełnosprawnymi fizycznie i intelektualnie.

radości
Fot. Wydawnictwo Znak

Droga do radości wiedzie przez miłość

Autentyczność, szczerość, tona radości, mnóstwo łez – to cechy, których nie brakuje osobom niepełnosprawnym, a które jak przekonuje Dymna, myśmy w sobie zabili. Na szczęście, akurat ta „śmierć” jest odwracalna, a droga do wskrzeszenia prowadzi poprzez miłość. Wyrażoną, m. in. skierowaniem uwagi na potrzeby innych ludzi, pokazanie im, że są potrzebni. Anna Dymna przekonuje, że:

„Kiedy czujesz się potrzebny, wiesz, że ktoś cię kocha, wtedy fizyczny ból jest już inny, łatwiejszy do zniesienia. Nieraz staje się nawet swoistym impulsem do tego, żeby działać. Można się od niego odbić i robić fantastyczne rzeczy. Trzeba mieć jednak jakąś radość, a radość to tylko miłość”.

Radość jest owocem Ducha Świętego, który jako osoba Trójcy Świętej jest przecież Miłością. Nic więc zaskakującego w stwierdzeniu, że radość to miłość. Ale czy w sytuacjach, kiedy potrzebujesz być bardziej radosnym, myślisz, że musisz po prostu bardziej kochać? Czy może jednak twoje myśli bardziej kierują się do tego, by coś mieć – nowego, lepszego, pocieszającego tylko na chwilę? Jak celnie zauważa o. Knabit:

„Najtrudniej odkryć rzeczy proste”.

Knabit slow lifeW drugim tygodniu Adwentu zapraszam do rozważenia następujących pytań:

  • Jakimi sposobami „instant” poprawiam sobie humor?
  • Czy jest we mnie autentyczność i szczerość? Czy potrafię płakać z radości i smutku?
  • Czego mogę nauczyć się od osób niepełnosprawnych?
  • Jak mogę pokazać innym ludziom, że są potrzebni?
  • Czy jestem w stanie bezinteresownie zaangażować się w pomoc innym ludziom?
  • Jak mogę bardziej pokochać siebie, by umieć kochać bliźnich?

Jeśli nie czytałeś jeszcze pierwszej części rekolekcji „Slow life”, do którego inspiracją była rozmowa o. Leona z Marcinem Prokopem nt. sukcesu, gorąco cię do tego zachęcam. A kolejny odcinek w trzecią Niedzielę Adwentu.